Rozdział 3
- Nic! Nic kompletnie się nie układa! - krzyknęła sfrustrowana Francic. Siedziała już od 4 godzin przy biurku gdzie były porozwalane papiery z dowodami. -O co tu chodzi? - wyszeptała do siebie kobieta. Nic nie rozumiała. Jej myśli wędrowały od zamordowanych osób aż do Erika McCras'a. Coraz częściej przyłapywała się na tym, że o nim myśli. Erik był przystojny ale także zarozumiały i czarujący. A co gorsze był odzwierciedleniem ideału mężczyzny Francic. Kobieta patrzyła szklanymi oczami na dwie kartki z informacjami zamordowanych osób. Na pierwszej było nazwisko staruszka o którym mówił Erik. A na drugiej widniało nazwisko małej Melanie Vé. - Melanie Vé...- wyszeptała kobieta uświadamiając sobie coś. Zaczęła grzebać w szufladzie w poszukiwaniu dokumentów na temat jej matki. - Tak jak myślałam.- wyszeptała z triumfalnym uśmiechem. Matką zabitej dziewczynki była aktorka z teatru gdzie pracował staruszek. Nazywała się Veronica Von-Vé. -Teatr...- Weszła do gabinetu Erika i wysunęła jego szufladę wyjmując album dotyczący wszystkich pracowników teatru. Otworzyła go i zauważyła kilka zdjęć i podstawowe informacje. Imię, nazwisko, wiek, obecne zamieszkanie. Przy zdjęciach Veronicy Von-Vé i Noet'a Grecic były czerwone krzyżyki a kółkiem zaznaczona była... Stukot drewnianych stóp wyrwał Francic z zamyślenia. Obejrzała się gwałtownie w stronę drzwi. Przymrużyła oczy gdy nikogo nie zobaczyła. Powoli zamknęła album i podeszła do drzwi. Wyjrzała na korytarz i zamarła. Przy ścianie stała mała marionetka bez sznurków. Drewnianymi palcami zamoczonymi w krwi zaczęła pisać na ścianie koślawe litery. Nie przestając pisać obróciła głowę w stronę Francic. Przerażona cofnęła się gdy Marionetka opuściła rękę i ruszyła w stronę Francic. Marionetka zbliżała się coraz bardziej a Francic stała sparaliżowana. Rozległ się huk a na korytarz wpadła Veronica Von-Vé. Widząc Marionetkę krzyknęła rozpaczliwie a lalka rzuciła się na nią kobieta walczyła z kukłą gdy Francic w końcu się otrząsnęła. Złapała za krzesło stojące w gabinecie Erika i uderzyła nim kukłę, która wyleciała w powietrze. Podbiegła do nieprzytomnej kobiety. Krzyknęła widząc że Marionetka wydłubała jej oczy. Przerażona odwróciła się w stronę kukły, która obracała w drewnianej ręce jedno z oczu kobiety drugie oko schowała gdzieś. Lalka zniknęła a po niej pozostał mroczny śmiech. W momencie gdy śmiech ucichł na korytarz wpadł Erik i widząc zapłakaną i przerażoną Francic podbiegł do niej i mocno ją przytulił. Kobieta wpatrzona była w krzywe litery na ścianie układające się w 4 słowa. "Nikt Ci Nie Pomoże". -Kim jesteś... " wyszeptała Francic...
***
Kobieta siedziała na brzegu karetki przykryta kocem. Wszędzie były samochody policyjne. Była 4.30 rano. - Napij sie - powiedział Erik podając jej kubek gorącej herbaty. Francic wzięła herbatę i zaczęła dmuchać żeby troche ostudzić po czym upiła mały łyczek. - Ja... Dziękuje...- wydusiła Francic. Erik spojrzał na nią zdziwiony. - Lodowate serce królowej śniegu w końcu stopniało ? - zapytał ironicznie uśmiechając się przy tym. - Ta...- wymamrotała. - Co tam robiłaś ? - zapytał. - A jak myślisz ? Starałam się zrozumieć cały ten syf - powiedziała zrezygnowana. - Czemu poszłaś sama ?- zapytał zirytowany. - To przesłuchanie ?! - krzyknęła na niego wściekła. Jego twarz od razu złagodniała. Patrzył prosto w jej oczy. Francic zaczęła dziękować w duchu, że siedzi bo teraz na pewno by upadła. - Nie... - wyszeptał i zbliżył się do niej. Francic lekko przymknęła oczy...
~~•~~•~~•~~•~~•~~•~~
~~•~~•JESTEŚ TU ? KOMENTUJ ! OBSERWUJ ! UDOSTĘPNIAJ NA FACEBOOK'U POKAŻ ŻE CZYTASZ !~~•~~•~~•~~•~~•~~•~~•~~•~~
- Nic! Nic kompletnie się nie układa! - krzyknęła sfrustrowana Francic. Siedziała już od 4 godzin przy biurku gdzie były porozwalane papiery z dowodami. -O co tu chodzi? - wyszeptała do siebie kobieta. Nic nie rozumiała. Jej myśli wędrowały od zamordowanych osób aż do Erika McCras'a. Coraz częściej przyłapywała się na tym, że o nim myśli. Erik był przystojny ale także zarozumiały i czarujący. A co gorsze był odzwierciedleniem ideału mężczyzny Francic. Kobieta patrzyła szklanymi oczami na dwie kartki z informacjami zamordowanych osób. Na pierwszej było nazwisko staruszka o którym mówił Erik. A na drugiej widniało nazwisko małej Melanie Vé. - Melanie Vé...- wyszeptała kobieta uświadamiając sobie coś. Zaczęła grzebać w szufladzie w poszukiwaniu dokumentów na temat jej matki. - Tak jak myślałam.- wyszeptała z triumfalnym uśmiechem. Matką zabitej dziewczynki była aktorka z teatru gdzie pracował staruszek. Nazywała się Veronica Von-Vé. -Teatr...- Weszła do gabinetu Erika i wysunęła jego szufladę wyjmując album dotyczący wszystkich pracowników teatru. Otworzyła go i zauważyła kilka zdjęć i podstawowe informacje. Imię, nazwisko, wiek, obecne zamieszkanie. Przy zdjęciach Veronicy Von-Vé i Noet'a Grecic były czerwone krzyżyki a kółkiem zaznaczona była... Stukot drewnianych stóp wyrwał Francic z zamyślenia. Obejrzała się gwałtownie w stronę drzwi. Przymrużyła oczy gdy nikogo nie zobaczyła. Powoli zamknęła album i podeszła do drzwi. Wyjrzała na korytarz i zamarła. Przy ścianie stała mała marionetka bez sznurków. Drewnianymi palcami zamoczonymi w krwi zaczęła pisać na ścianie koślawe litery. Nie przestając pisać obróciła głowę w stronę Francic. Przerażona cofnęła się gdy Marionetka opuściła rękę i ruszyła w stronę Francic. Marionetka zbliżała się coraz bardziej a Francic stała sparaliżowana. Rozległ się huk a na korytarz wpadła Veronica Von-Vé. Widząc Marionetkę krzyknęła rozpaczliwie a lalka rzuciła się na nią kobieta walczyła z kukłą gdy Francic w końcu się otrząsnęła. Złapała za krzesło stojące w gabinecie Erika i uderzyła nim kukłę, która wyleciała w powietrze. Podbiegła do nieprzytomnej kobiety. Krzyknęła widząc że Marionetka wydłubała jej oczy. Przerażona odwróciła się w stronę kukły, która obracała w drewnianej ręce jedno z oczu kobiety drugie oko schowała gdzieś. Lalka zniknęła a po niej pozostał mroczny śmiech. W momencie gdy śmiech ucichł na korytarz wpadł Erik i widząc zapłakaną i przerażoną Francic podbiegł do niej i mocno ją przytulił. Kobieta wpatrzona była w krzywe litery na ścianie układające się w 4 słowa. "Nikt Ci Nie Pomoże". -Kim jesteś... " wyszeptała Francic...
***
Kobieta siedziała na brzegu karetki przykryta kocem. Wszędzie były samochody policyjne. Była 4.30 rano. - Napij sie - powiedział Erik podając jej kubek gorącej herbaty. Francic wzięła herbatę i zaczęła dmuchać żeby troche ostudzić po czym upiła mały łyczek. - Ja... Dziękuje...- wydusiła Francic. Erik spojrzał na nią zdziwiony. - Lodowate serce królowej śniegu w końcu stopniało ? - zapytał ironicznie uśmiechając się przy tym. - Ta...- wymamrotała. - Co tam robiłaś ? - zapytał. - A jak myślisz ? Starałam się zrozumieć cały ten syf - powiedziała zrezygnowana. - Czemu poszłaś sama ?- zapytał zirytowany. - To przesłuchanie ?! - krzyknęła na niego wściekła. Jego twarz od razu złagodniała. Patrzył prosto w jej oczy. Francic zaczęła dziękować w duchu, że siedzi bo teraz na pewno by upadła. - Nie... - wyszeptał i zbliżył się do niej. Francic lekko przymknęła oczy...
~~•~~•~~•~~•~~•~~•~~
~~•~~•JESTEŚ TU ? KOMENTUJ ! OBSERWUJ ! UDOSTĘPNIAJ NA FACEBOOK'U POKAŻ ŻE CZYTASZ !~~•~~•~~•~~•~~•~~•~~•~~•~~


