Rozdział 1
- Noet Grecic. Urodzony 1892 roku w Kwietniu 23. Zamieszkały w Cesvord. Brak jakichkolwiek wiadomości o jego jakichkolwiek krewnych. Pracował w teatrze a dokładniej sprzątał tam. Czy coś jeszcze Panno Trown ? - zapytał uprzejmie mężczyzna o czarnych włosach i kilkudniowym zaroście. Miał okolo 31 lat i był wysoki i szczupły. Większość kobiet z wydziału detektywistycznego starała się zwrócić na siebie jego uwagę i spodobać mu się niestety bez wysiłku. Wszystkie oprócz Francic (Fransi-s) Trown która wcale nie była nim zainteresowana. Wręcz przeciwnie. Darzyła jego wizerunek chłodną obojętnością. - Skąd mam wiedzieć czy coś jeszcze panie McCras ? To chyba pan przeprowadzał szczegółowe "śledztwo", jeżeli mogę tak to ująć, na temat kim ów nieszczęsny człowiek jest więc to raczej pan powinien wiedzieć czy "coś jeszcze". - odpowiedziała zimno Francic. Francic Trown była kobietą w wieku 29 lat. Kruczoczarne włosy idealnie pasowały do jej bladej skóry i błękitnych oczu. Kobieta nie była wysoka ale za to chuda. Nie lubiła nowych znajomości i często odzywała się zimno i wrednie. Pracowała w wydziale śledczym. Zajmowała się głównie morderstwami dzieci ale tym razem przydzielono jej sprawę starca o imieniu , już jej znanego, Noet Grecic. - Nie musiała pani tak nieprzyjemnie sie do mnie odzywać gdyż pytanie nie było kierowane do pani lecz do samego siebie. Nie rozumiem także dlaczego pani jest taka nieuprzejma wobec mnie skoro mamy od teraz razem pracować nad tą sprawą i wolałbym gdyby pani była troche bardziej uprzejma niż dotychczas. - odpowiedział równie zimno Erik McCras.
- Nawet nie wie pan jak z tego powodu się cieszę. - zakpiła Francic po czym dodała - Ja pracuje sama Eriku. I nie pozwolę by jakiś niedouczony szczeniak wszedł mi w drogę. - Erik McCras wydał się zdziwiony co można było także wywnioskować po jego odpowiedzi. - Nie wiedziałem panno Trown że mówimy już sobie po imieniu skoro znamy się tylko kilka miesięcy co w sumie wyraża brak szacunku z pani strony wobec mojej osoby. Zapewne pani także poczuła się urażona gdybym po prostu mówił do pani "Francic" albo "Fran" skoro tak krótko się znamy. A co do tego szczeniaka to chciałbym zauważyć że pomimo tego że nie ukończyłem szkolenia omijając fakt że nawę go nie zacząłem to nie znaczy, iż nie znam się na swojej obecnej pracy. A pomimo tego chciałbym również zauważyć, że jestem od pani starszy o 2 lata. - odpowiedział spokojnie Erik. Francic westchnęła tylko zirytowana i podeszła do zwłok mężczyzny, którego badał już lekarz. - Stracił dużo krwi co było pewnie przyczyną zgonu lecz jednak nie wiadomo co było powodem krwotoku. Mężczyzna nie ma na sobie żadnych śladów po nożu lub jakiś innych ran cielesnych oprócz rany na głowie. Pewnie uderzyły sie gdzieś bo nie tylko ma tą małą ranę ale ma także dość sporego guza. - stwierdził lekarz zawracając się do panny Trown. - Zabierze pan teraz zwłoki do laboratorium ? - zapytała kobieta. - Owszem. Chyba, że pani ma jakieś jeszcze zamiary przeszukania trupa.- odpowiedział lekarz. - Zwłoki zostały przeszukane godzinę temu proszę pana. Chciałabym prosić pana o jak najszybszą diagnozę gdyż chce niezwłocznie zakończyć całe śledztwo na ten temat. - powiedziała Francic a lekarz skinął głową. - Francic...- zaczęła mówić kobieta o krótkich blond włosach. Dziewczyna miała około 20 lat i była wysoka i szczupła. Opalona skóra idealnie pasowała do piwnych oczu. Była to Margaret Fort jedna z nielicznych, które miały zaszczyt przyjaźnić się z tak mądrą specjalistką swojej pracy jaką była Francic Trown. - Znaleźliście coś ? - zapytała ciepło Francic co się nie często zdarzało. - Tak znalazłam przystojniaka, któremu ewidentnie się podobasz bo gapi sie na ciebie godzinami takim wzrokiem jakby chciał z tobą bez zastanowienia wskoczyć do łóżka i z niego nie wychodzić. - odpowiedziała rozbawiona spoglądając jeszcze raz na Erika opartego o ścianę teatru i gapiącego sie na Francic. - Przestań Maggie pytam serio. - odpowiedziała Fran rozbawiona również spoglądając na Erika, który automatycznie odwrócił wzrok. - A ja ci serio mówię. Ale jeśli chodzi ci o śledztwo to znaleziono obcięty sznurek od marionetki na podłodze a lalka również zniknęła. Z tego co się dowiedziałam od właściciela teatru to była to lalka Maurici. Dziewczynki o smutnych oczach i dużych słuchawkach. Przedstawiała ona smutek, miłość, pożądanie i co ciekawe śmierć. Morderca pewnie miał jakiegoś bzika na punkcie tej lalki i tyle. - odpowiedziała koleżanka Fran. Kobieta na chwile pogrążyła się w myślach. - A może...- zaczęła po chwili panna Trown starannie dobierając słowa. - A może... Chodziło o jakiś... Hm... O jakiś... Obrzęd ? Może sprawcy chodziło... O jakiś rytuał ? - zapytała zamyślona Francic. - Może...- wzruszyła ramionami Margaret. - Ale na chwile obecną tego nie wiemy ale wiemy, a przynajmniej ja wiem, że jest już późna godzina i powinnaś sie wyspać bo ta praca cie kiedyś wykończy.- Margaret mimo tego, że pracowała razem z Francic dopiero rok szybko się uczyła od jej starszej koleżanki i tak dobrze ją znała, że wiedziała kiedy musi sie zaopiekować przyjaciółką i powiedzieć jej "stop pracy". Tak więc bez protestów Francic wyszła z teatru razem z Margaret i obie dziewczyny pojechały do swoich domów.
Jestem bardzo ciekawa dalszych losów i biegu zdarzeń. :)
OdpowiedzUsuńhttp://my-adventures-in-bookland.blogspot.com/
Coś sie zaczyna dziać jeeeeej. Ta Francic juz mi sie podba. Tak trzymać, nie dawaj sie temu gostkowi. Ale jej przyjaciołka jest fajna. Taka sympatyczna. twoj styl pisania jest lekki ale ciary potrafią przejść po plecach. Jestem ciekawa co bedzie dalej dlatego lece
OdpowiedzUsuńPozdrawiam