piątek, 27 lutego 2015

"Teatr Marionetek"



Prolog.
Szelest zbudził go z rozmyślania o swej niezbyt miłej pracy. Gdy usłyszał tupot malutkich drewnianych, tak dobrze mu znanych stópek od razu sie wyprostował i odwrócił gwałtownie w stronę sceny skąd dochodził dźwięk. Scena była półokrągła a po bokach wisiały długie, grube kurtyny których czerwień wręcz oślepiała. Podłoga sceny była wyłożona lśniąco brązowymi deskami a za kurtynami były drewniane schody wyłożone beżową i delikatną wykładziną.  Na samej górze po bokach umocowane były dwa wielkie reflektory które były ustawione na sam środek sceny ale były wyłączone. Troche wyżej od reflektorów było coś w stylu balkonu a jego drewniana barierka była z czarnego, lśniącego drewna i była rzeźbiona w najpiękniejsze wzory. Balkon ten służył lalkarzom, którzy z góry trzymali długie cienkie linki przyczepione do marionetek. Przed samą sceną były poukładane w rzędach siedzenia bardzo podobne do foteli na których leżały poduszki z czerwonego aksamitu. Na scenie nie było nikogo co go zdziwiło. - Cholerna robota...- mruknął niezadowolony. Kolejny tupot sprawił że obracając się gwałtownie do tyłu skąd był dźwięk zaplątał się w swoje nogi i upadł uderzając głową o będę z foteli. Z jego głowy zaczęła sączyć się cienkim strumyczkiem krew. - A niech to szlag...- wymamrotał przyciskając dłoń do rany. Mroczny śmiech sprawił iż mężczyznę przeszył zimny dreszcz strachu. - Kto tu ?! - krzyknął w otchłań teatru. - Teatr zamknięty ! Proszę przyjść jutro ! - krzyknął czując jak rośnie w nim strach. Kolejny mroczny śmiech a po jego plecach przeszedł zimny dreszcz. Cichy stukot zaczął się do niego zbliżać i z ciemności wyłoniła się mała marionetka przedstawiająca dziewczynkę o smutnych oczach i słuchawkach na uszach. - Proszę zostawić tą lalkę ! Nie wolno bawić sie marionetkami ! - krzyknął zirytowany mężczyzna. Mała laleczka przechyliła główkę przyglądając się starcowi. Marionetka poruszyła malutkimi palcami co było nie możliwe iż nie miała doczepionych sznurków do palców. Mało tego. Sznureczki tak cienkie wisiały poobcinane na podłodze. Starzec zaczął pluć krwią. Z jego ust oczu i nosa wypłynęła ciemno czerwona krew. Mężczyzna opadł bezwładnie na ziemie niczym marionetka.  Krew cały czas leciała z jego ciała a on jeszcze przez jakiś czas miotał sie na ziemi usiłując sie uratować. Laleczka stała i patrzyła dużymi oczyma na całe to przedstawienie aż do momentu gdy ciało starca przestało się ruszać. Marionetka podeszła do trupa i swoimi drewnianymi palcami wygrzebała oczy starca z ich oczodołów i chowając niewidzące oczy zniknęła w otchłani teatru a na jej miejsce został tylko mroczny śmiech...

2 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się pomysł na to opowiadanie. Potrzebuję teraz czegoś z dreszczykiem, więc chętnie poczytam. :)

    http://my-adventures-in-bookland.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowite. Ta tajemniczość, styl pisania, krotkosc postu. Kobieto juz lubie twój blog.
    dopiero co go odnazlazłam, ale juz go kocham. Dobra ja lece czytać dalej


    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń